Nasza książka

Od Ziemi Ognistej do Salamanki, od Machu Picchu do Barcelony. Podróżujemy do miejsc, w których najłatwiej porozumieć się po hiszpańsku. Przemierzyliśmy dużą część Ameryki Łacińskiej oraz, oczywiście, samej Hiszpanii. Wyjątkowość tej części świata postanowiliśmy opisać w książce „Toros bravos sueltos, czyli podróże pewnego małżeństwa”, która przedstawia nasze doświadczenia z Hiszpanii, Boliwii, Wenezueli, Chile, Argentyny, Meksyku, Gwatemali, Kuby i Peru. Książka napisana jest po polsku i hiszpańsku, a wydana została pod patronatem honorowym Ambasady Hiszpanii w Polsce oraz Prezydenta Miasta Gdyni.

Toros bravos sueltos, czyli podróże pewnego małżeństwa

to przelane na papier nasze wspomnienia z licznych podróży na Półwysep Iberyjski i do Ameryki Łacińskiej. A właściwie to coś więcej niż wspomnienia z podróży. To zatrzymane w kadrze, wyjęte z tych podróży opowieści. Opowieści będące próbą (mniej lub bardziej udaną) zrozumienia miejsca, do którego trafiliśmy, wykraczającego poza podziwianie krajobrazów i atrakcji turystycznych. Dlatego na kolejnych stronach pokazujemy to, co przeżyliśmy i zapamiętaliśmy, ale też przywołujemy historię – często trudną – bo to ona w olbrzymim stopniu wpływa na świat, jakim go postrzegamy dzisiaj. Poświęciliśmy też trochę miejsca na kulturę, smaki i zapachy. Nie możemy nie wspomnieć ludzi, którzy przecinali nasze trasy. Na zawsze zapamiętamy uśmiechnięte twarze Miguela z Wenezueli, Pablo z Peru, Humberto z Boliwii, Marii z Kuby i wielu innych, których imion nie poznaliśmy lub nie zapamiętaliśmy. To dzięki ich pomocy, otwartości i życzliwości lepiej zrozumieliśmy ich ojczyzny. A dlaczego taki tytuł? Bo ten napis ostrzegawczy: „Toros bravos sueltos” (co po polsku brzmiałoby: „Narowiste byki puszczone luzem”), zawieszony na słupie w Hiszpanii, na zawsze pozostanie dla nas symbolem zjechania z turystycznej autostrady po to, żeby gdzieś na bocznej ścieżce spotkać coś nieprzewidzianego, czasem zaskakującego, ale zawsze niezmiernie ciekawego. Zapraszamy!

O nas

Liliana Poszumska

Lila ukończyła w Łodzi anglistykę i iberystykę – i to z Hiszpanią związała swoje życie. Jest pierwszą w Gdyni tłumaczką przysięgłą języka hiszpańskiego, a także (a może przede wszystkim) twórczynią i właścicielką Centrum Języka Hiszpańskiego „La Mancha”. Nie wyobraża sobie życia bez podróżowania, czuje się nieswojo, nie mając planów na przynajmniej dwie kolejne wyprawy. Skutecznie wdraża maksymę: „Nie wracam do miejsc, które już widziałam, bo życie jest krótkie, a trzeba jeszcze zobaczyć resztę świata”. Złamała ją tylko dla Hiszpanii i Islandii. Podczas wypraw z mężem i córką dba o to, aby mimo odległego miejsca cała rodzina czuła się jak w domu.

Arkadiusz Wójcik

Arek, z zawodu informatyk, z zamiłowania podróżnik i fotograf, zafascynowany górami, zwłaszcza tymi wysokimi. Zwiedził prawie całą Amerykę Południową, zdobywając wulkany w Andach, m.in. sześciotysięcznik Licancabur w Boliwii. Swoją pasją do podróżowania zaraził żonę Lilę, z którą przejechał całą Wenezuelę, Kubę, Nową Zelandię, Skandynawię, Islandię i wiele innych krajów. Połączyła ich jeszcze jedna pasja – do języka i kultury hiszpańskiej. Arek jest miłośnikiem numizmatyki i historii tego kraju. Wie wszystko o każdej hiszpańskiej monecie, czy to z czasów starożytnych, czy nowożytnych. A ich czteroletnia córka Gabi – która mimo tak młodego wieku przejechała już z nimi Stany od Florydy po Alaskę, Kanadę, Wyspy Kanaryjskie, a nawet Zjednoczone Emiraty Arabskie – śpiewa hiszpańskie piosenki i recytuje hiszpańskie wierszyki.

Recenzje

Ta wyjątkowa książka to zapis niezwykłej emocji związanej z miejscami, zdarzeniami i ludźmi. Autorzy dzielą się z nami najpiękniejszymi doświadczeniami, które stały się ich udziałem dzięki podróżniczej pasji. Znajomość języka hiszpańskiego dała im możliwość doświadczania i rozumienia rzadko dostępną zwykłym turystom. Oglądają nie tylko piękne krajobrazy, ale również dotykają tego, co ukryte. Czytelnik nieraz poczuje ukłucie zazdrości, że nie było mu dane przeżyć takiej przygody, a jednocześnie wdzięczność, że autorzy podzielili się swoją drogą przez te cudowne miejsca. Miejsca rozrzucone po świecie, czasem bardzo od siebie odmienne, których wspólnym mianownikiem jest język mieszkańców. Tak jak egzotyczne potrawy najlepiej smakują w miejscu, z którego pochodzą, tak bez wątpienia lektura nie tylko w języku polskim, ale również kastylijskim, będzie dla czytelników niezapomnianym doświadczeniem.

Michał Guć wiceprezydent Gdyni, podróżnik

W dzisiejszym świecie, pędzącym w znanym tylko sobie kierunku, rzadko mamy czas na chwilę refleksji. Konwersację zastępują emotikony, a kontemplację otaczającej nas rzeczywistości – często puste frazesy. Zdjęcia Arka, pełne przepychu przestrzeni, dalekich horyzontów, feerii barw i ostrości w nieskończoności, powodują zatrzymanie na dłuższą chwilę powietrza w płucach. Miejsce i czas, wybrane na naciśnięcie spustu migawki, na pewno nie są przypadkowe, a efekty pozwalają na podróż w dalekie miejsca bez ruszania się z fotela… Chociaż mam nadzieję, że kiedy już wróci Wam oddech, zaczniecie planować własną podróż.

Robert Bogusławski fotograf, zdobywca 2. nagrody World Press Photo 2003 kategoria Sport Stories

„Toros bravos sueltos” to literacki kombajn – z jednej strony bardzo osobisty dziennik z podróży, z drugiej reportaż, bo autorzy poświęcili sporo czasu, żeby lepiej poznać miejsca, które odwiedzają, a z trzeciej przewodnik, bo skrupulatnie podają gdzie, co, jak i kiedy. A to wszystko z naprawdę zachwycającymi zdjęciami Arka i w dodatku po polsku i po hiszpańsku, więc właściwie może być to także podręcznik do nauki języka!
„Toros bravos sueltos” znaczy dosłownie „narowiste byki puszczone luzem”. Lila i Arek zobaczyli go na tablicy ostrzegawczej, ustawionej w Andaluzji przez jakiegoś uczciwego i odpowiedzialnego człowieka. I powiem Wam, że to bardzo dobry tytuł dla tej książki. Bo może się tak zdarzyć, że usiądziecie sobie z nią bezpiecznie na własnej kanapie, a za chwilę zachce się Wam uczyć hiszpańskiego i zaraz się okaże, że zamiast oglądać kolejny serial na Netfliksie, wspinacie się na wulkan w Boliwii, śpiewacie fado w Portugalii, albo gdzieś na Kubie pijecie drugie mojito do śniadania.

Państwo na walizkach, FB @panstwo.na.walizkach

„Toros bravos sueltos, czyli podróże pewnego małżeństwa” autorstwa Liliany Poszumskiej i Arkadiusza Wójcika, to pozycja obowiązkowa, dla każdego kto pragnie ruszyć w poszukiwaniu przygód. Ciężko ją zakwalifikować. Jest po części albumem, reportażem, przewodnikiem i historią prywatną. Napisana tak, że chce się czytać i nie można przestać. Mam niesamowite wrażenie, że znajduję się za plecami Arka wchodzącego przez lekko uchylone drzwi nieczynnej od dawna fabryki cygar na Kubie. Czasami czuję zapach siarki lub brakuje mi tchu w drodze na Licancabur. Takiej przygody zwyczajnie nie można przegapić.

Lilę i Arka mam przyjemność znać osobiście. Bywają gośćmi na organizowanych przeze mnie i Roberta wydarzeniach podróżniczych, pijamy razem kawę opowiadając sobie o naszych przygodach. Sympatyczni ludzie, którzy mają totalnego świra i gdyby mogli, wpadali by do swojego domu tylko chwilę odpocząć, zrobić pranie i spakować nowe rzeczy. Super, takich ludzi to ja szanuję.

Way of Taste, www.wayoftaste.com